Rzekł Gilgamesz:
Mego snu słuchaj




Superstatystyka superwszystkiego

16.03.2012

Świadomość i pytania

Pamiętam, że byłem jeszcze niewielkim berbeciem, kiedy po raz pierwszy przyszło mi do głowy, że to, jak postrzegam moje życie, może być dalece niezbieżne z tym, jak wygląda ono w rzeczywistości. Na całe moje postępowanie patrzę przecież przez pryzmat własnych przyzwyczajeń, przekonań, wreszcie poglądów na temat samego siebie. Ciekaw byłem wszystkiego, czego nie mogłem łatwo sprawdzić. Jak wygląda moja twarz, kiedy jestem zamyślony? Na to pytanie względnie łatwo jest odpowiedzieć. Ale na przykład: ile razy w moim życiu skłamałem? Lub jeszcze lepiej: ile razy kłamałem wierząc, że mówię prawdę? Jak często miałem rację w dyskusji? Zajmowały mnie też kwestie znacznie bardziej konkretne, jak choćby: ile razy w życiu mrugałem oczami? Są to rzeczy, które dość łatwo możnaby policzyć, gdyby miało się dostęp do odpowiednich danych.

Z tej przyczyny zawsze z pasją zaczytywałem się w ciekawostkach z rodzaju "czy wiesz, że…". Fascynującą rzeczą było dowiedzieć się, ile przeciętny człowiek połyka przez sen pająków. Niemniej, to nigdy nie było dość – mnie interesowała prawda, nie średnia z populacji, lecz ścisła odpowiedź na pytania dotyczące mojej osoby. Ale kto może wiedzieć, ile ja zjadłem pająków?

Odpowiedzi i mistyka

Bóg. Czciłem Jahwe i z nadzieją spoglądałem w przyszłość, wierząc, że – gdy już umrę – dostanę od niego dokładny spis wszystkich rzeczy. Niechby nawet ów omnipotentny dziad przez całą wieczność w piekle gotował moje dupsko we wrzącym oleju, jeśli dostanę odpowiedzi, to będę szczęśliwy.

Nadzieja taka wydawała się uzasadniona, jednak nigdzie Piśmie Świętym nie jest napisane, że Bóg coś takiego mi obiecał. Może więc przemęczę swoje lata na tym padole łez, pójdę do nieba by przez wieczne czasy oglądać Jego chwałę, a nie dowiem się, ile razy w życiu się wysrałem? To byłoby naprawdę nie w porządku. Obawa przed takim oszustwem stopniowo doprowadziła mnie do agnostycyzmu.

Mijały lata, ja zaś coraz słabiej wierzyłem w to, że po śmierci dowiem się czegokolwiek interesującego – co prawda wiara ta nigdy we mnie nie wygasła, doszedłem jednak do wniosku, że otrzymanie pełnych, opracowanych statystyk jest niestety bardzo mało prawdopodobne. Zacząłem prowadzić dziennik, w którym zapisywałem różne fakty z mojego życia, szczególnie życia duchowego, to bowiem zawsze było zarówno bardziej zajmujące, jak i trudniejsze do sprawdzenia innymi środkami. Przeglądając wstecz te notatki mogę wyciągnąć z nich wiele niespodziewanych wniosków na temat mojego rozwoju. Nigdy jednak nie byłem ani na tyle systematyczny, ani na tyle rzetelny, bym mógł na ich podstawie sporządzić jakiekolwiek opracowania liczbowe.

Stefan W. i jego personal analytics

Okazuje się, że jest ktoś, kto nie tylko podzielał moje zainteresowania, ale dysponował także samozaparciem i aparatem odpowiednim do tego, by choć po części zaspokoić swoją ciekawość.

Każdego dnia – w ramach mojego dążenia do „samoświadomości” – odbieram kilka emaili dotyczących dnia poprzedniego, które przesyła mi mój zautomatyzowany system. Pomimo tego, że od lat gromadzę dane – i zawsze zamierzałem poddać je analizie – nigdy jednak nie miałem dobrej okazji, by się za to zabrać. […] Sądzę, że teraz nadszedł moment, by wreszcie spróbować się im przyjrzeć – i aby wykorzystać siebie jako przedmiot badań nad tym, co można by nazwać „personal analytics”.1

—Tak kilka dni temu napisał na swoim blogu znany matematyk Stephen Wolfram, od lat wsławiający się oryginalnymi pomysłami (to m.in. autor doskonałego programu do obliczeń symbolicznych Mathematica). Gdy zacząłem czytać jego wpis, nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Pełne statystyki dotyczące jego korespondencji elektronicznej, rozmów telefonicznych czy aranżowanych spotkań przez ostatnie dwadzieścia lat to tylko niektóre przykłady danych, które opracował (chwali się natomiast, że poza statystykami, które przedstawia na blogu, posiada ich jeszcze znacznie więcej.)

Ten ekscentryczny starzec posunął się jeszcze dalej. Wspinając się na szczyty ekstrawagancji, zamontował sobie w butach urządzenie, które liczy jego kroki i mierzy jego prędkość już od wielu lat. Będę modlił się do Estymatora Asymptotycznie Nieobciążonego, by ów Wielki Apostoł Zbierania Informacji doczekał się spiżowego pomnika w każdej stolicy świata.

Cały artykuł można przeczytać tutaj.


[1] Stephen Wolfram, The Personal Analytics of My Life [w:] blog.stephenwolfram.com. Tłumaczenie własne, tj. moje.


Komentarze

Tak, możesz komentować bez logowania się - kliknij "Nazwa" i zaznacz pole "Wolę pisać jako gość".


comments powered by Disqus