Rzekł Gilgamesz:
Mego snu słuchaj




Poświęcenie, odwaga i afirmacja

30.03.2012

Krótka refleksja na temat roli współczesnego człowieka w zhierarchizowanym społeczeństwie nasunęła mi się, gdy oglądałem Siedmiu wspaniałych. Dość zajmujący western, oparty na doskonałych Siedmiu samurajach Kurosawy. Choć film nakręcony jest zgrabnie a jako dziecko wzruszałem się losem dzielnej siódemki, walczącej z poświęceniem za cudzą sprawę – nie można niestety powiedzieć, by się nie zestarzał. Teraz takie bohaterstwo wygląda na przereklamowane i nikogo już nie poruszy – czym więc dzisiaj takie dzieło mogłoby dać nam do myślenia?

Kowboje i samurajowie

Z filmu wynika trywialnie jedno dominujące przesłanie: przesłanie odwagi i bezinteresowności. Czy jest to jednak jedyna nauka, jaką możemy zeń wynieść? I czy aby najbardziej doniosła?

Każdy z siódemki nieustraszonych wojowników ma swój własny powód, by stanąć do walki. Dla jednego są to pieniądze, dla drugiego honor, dla innego znów nuda. Najbardziej dydaktyczną postawę przyjmuje Chris, łysy przywódca grupy (jeśli ktoś zastanawia się, czemu był łysy, polecam obejrzeć Samurajów), którym kieruje bezinteresowna miłość bliźniego i który (podobnie jak podzielający jego odczucia Vin) emocjonalnie angażuje się w obronę wioski. Ta dwójka stanowić może wzór do naśladowania.

Wszystkie te motywy są raczej płaskie i banalne. Przychodzą bez wysiłku i przeważnie nie generują poważnych dylematów, są częścią natury rewolwerowców, tak jak naturą wiatru jest wiać. Inaczej sprawa ma się tylko z jednym pośród nich – z młodzieniaszkiem Chico.

Walka o kury – Walka o tożsamość

Przez cały film znajduje się w centrum uwagi; nie tylko dlatego, że wciąż zachowuje się jak idiota, lecz przede wszystkim ze względu na to, że jest właściwie jedynym bohaterem dynamicznym. U innych postaci zaobserwować można najwyżej lokalne kryzysy, które nie wpływają istotnie na sposób ich postrzegania przez widza. Tak zatem jeden z rewolwerowców opuszcza towarzyszy, by w krytycznym momencie zmienić zdanie i wrócić – jego motywacja nie ulega jednak zmianie; &c.

Inaczej sprawa ma się z Chico. Każda jego decyzja i każdy uczynek jest przejawem wewnętrznej walki, głęboko skrywanych, targających nim uczuć. Choć pozornie zdaje się kierować klasycznymi pobudkami, które nie wydają się interesujące (chęć zdobycia sławy, szacunku), jednakże u podstaw cały czas leżą ukryte antynomie, nie pozwalające mu zaznać ani chwili spokoju i stanowiące dominantę dla całej jego postaci oraz jego główną motywację.

Obrazowo opisują to słowa znanej piosenki, które mogłoby stać się mottem Chico:

umysł biedaka zawsze będzie biedny.

Umysł farmera

Od samego początku jest jasne, że Chico nie jest człowiekiem zrównoważonym. Jego niepokój wynika z kompleksów, zaś ich źródło w swoim czasie odkrywa Chris. Przez cały film Chico gotuje się z nienawiści do wieśniaków; uważa ich za tchórzy, ograniczone półgłówki, na których nie warto marnować czasu. Gardzi nimi w sposób aktywny – nie pomija żadnej okazji, aby zademonstrować im swoją wyższość, pokazać swoją opinię na ich temat, a także podjudzać przeciwko nim swoich towarzyszy jak również podniecać własny gniew, który nieraz prowadzi go niemal do rękoczynów. Mimo to, choć wciąż im to wypomina, zgadza się ryzykować życie za ich kwoki i kukurydzę. Co go do tego skłania?

Przenikliwy przywódca, szybkopalczasty Chris, bez trudu rozgryza swojego kompana. Sam jesteś farmerem, mówi mu, gdy ten po raz któryś unosi się nienawiścią – urodziłeś się wieśniakiem i nigdy od tego nie uciekniesz. Chico nie może zaprzeczyć; jest to ostateczna porażka jego manii wielkości i ten też moment staje się kamieniem milowym jego przemiany.

Metamorfozy

Można więc powiedzieć, że – na wyższym poziomie – tematem filmu jest walka mężczyzny o własną tożsamość. Jest to walka ciężka: łatwiej jest zabić drugiego człowieka, niż pogodzić się z samym sobą. To historia ucieczki przed swoim przeznaczeniem i przed tym, kim się jest, ucieczki na oślep, nie bacząc na krzywdy i zniszczenia wyrządzane wokół.

Warto przy tym zauważyć, jak bardzo ponadczasowy to temat. Na każdym kroku spotykamy się dziś z tym zjawiskiem – iluż z nas fantazja popchnęła do marzeń o staniu się kimś, kim nigdy być nie możemy? Akceptacja swej własnej kondycji jest kluczowa dla osiągnięcia wewnętrznego spokoju, jest jedynym kluczem do szczęścia i spełnienia. Niełatwo wszakże pogodzić się ze sobą, gdy współczesny świat bombarduje nas wciąż nowymi wzorcami, społeczeństwo zaś zmusza nas, byśmy grali w jego teatrze – wtłacza nas w coraz to nowe kostiumy i oczekuje, że w jeden wieczór nauczymy się roli. Jak więc dziwić się komuś, kto nienawidzi siebie i gardzi innymi? Czasem taka droga wydaje się prostsza niż przyznanie się przed światem, że jest się wieśniakiem.

Ostatecznie jednak Chico zwycięża. Kiedy kowboje pokonują bandę Calvery, on – jako zwycięzca – odnajduje siebie. Farmerzy wygrali – mówi Chris – a my przegraliśmy. Jesteśmy jak wiatr, który oczyszcza pole z szarańczy i znika, pędzi dalej, swoją własną drogą. I istotnie – Chris i jego towarzysze byli jak wicher dla Chico, oczyszczając jego umysł ze złudzeń. By mogło się to dokonać, musieli najpierw przejść przez piekło, lecz to była stosunkowo niewielka cena.

Gdy bitwa się kończy, żaden z trójki bohaterów nie ma już wątpliwości, że Chico zostanie w wiosce. Tutaj znalazł swoje miejsce, ale nie mógł zrobić tego samemu: najpierw kompani musieli zaakceptować go jako rewolwerowca, aby on mógł zaakceptować sam siebie jako wieśniaka.


Komentarze

Tak, możesz komentować bez logowania się - kliknij "Nazwa" i zaznacz pole "Wolę pisać jako gość".


comments powered by Disqus